Dwa kilo Stasiuka
W czasach PRL, gdy miejskie służby mundurowe nie cieszyły się tak powszechną obywatelską miłością jak dzisiaj, krążył wśród narodu okrutny kawał o milicjantach w księgarni. „Poproszę książki. – Coś lżejszego? – Mogą być ciężkie, jestem samochodem” – podkładał się nieszczęśnik w jednej z wersji. W innej ordynował już wprost: „Dwa kilo książek poproszę”. Gdyby ten dowcip miał rację bytu jutro, policjant mógłby także zażyczyć sobie dwa kilo literatury – liczonej w kilobajtach. A indagowany, czy może być coś cięższego, odpowiedzieć, że czemu nie, ma przecież pendrive’a. Nadchodzą czasy elektronicznych książek.